Blues bez widowni

Chodzież Kultura Najnowsze Wydarzenia

   CHODZIEŻ. Czy to możliwe? Ten gatunek muzyki, jak mało który, wymaga kontaktu, poczucia jedności, wspólnoty, wręcz dotyku. Duet Michał Kielak/Adam Kulisz, podjęli się jednak w dobie pandemii, tego ryzykownego przedsięwzięcia.  Czy się udało? Opowiadają po internetowym koncercie w Chodzieskim Domu Kultury.

Obaj są cenionymi i znanymi w środowisku bluesowym muzykami. Michał od niedawna mieszka w Chodzieży i szkoli harmonijkową młodzież. Adam jest śląskim gitarzystą, zaprzyjaźnionym z Michałem. Obecność duetu na internetowej scenie CHDK, wykorzystaliśmy by przybliżyć naszym czytelnikom ich sylwetki. Czytajcie. Ci dwaj „goście”, z bluesem są naprawdę na „Ty”.

 Michał Kielak

   Czujesz się Chodzieżaninem?

Urodziłem się w Poznaniu, później cały okres szkolny mieszkałem w Wyrzysku i kolejnym moim miastem przez 20 lat była Bydgoszcz. Mieszkam w Chodzieży dopiero od 1,5 roku. Chodzież jest dla mnie prawie całkiem nowym miejscem. Mówię prawie, bo chociaż mieszkam tu krótko, to mam kilka wspomnień związanych z Chodzieżą. Dawno temu, jeszcze w szkole podstawowej byłem wraz z klasą zwiedzać Fabrykę Porcelany. Później kilkukrotnie grałem koncerty w ChDK. Aż w końcu stało się tak, że tu zamieszkałem. Od samego początku bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło to miasteczko. Lasy, jeziora, pyszne jedzenie. Wcześniej głównie znałem Chodzież z DK11 i z okien pociągu na trasie Poznań – Piła.

   Kiedy i dlaczego nauczyłeś się grać na harmonijce ustnej?

Był to czysty przypadek. Na początku lat 90-tych dostałem od mamy pierwszą harmonijkę, jako prezent pod choinkę. No i tak to się zaczęło. Pół roku później grałem w pierwszych amatorskich zespołach. Byłem wtedy w szkole średniej i dzięki temu graniu, skutecznie tej szkoły nie ukończyłem w terminie. Nie mam pojęcia dlaczego tak mnie pochłonął ten instrument od samego początku. Może dlatego, że jest łatwy w transporcie? A dla leniwego człowieka to podstawowy atut.

   Przypomnij początki swojej kariery muzycznej…

W 1995 roku dostałem pierwszy angaż do profesjonalnego zespołu. Był to Green Grass z Bydgoszczy. Później pojawiły się kolejne propozycje grania, które z przyjemnością przyjmowałem. I tak zacząłem grać między innymi w zespole Szulerzy z Inowrocławia, w duecie z Magdą Piskorczyk, współpracowałem z Jaromim i zespołem Blues Flowers z Poznania. Z czasem tych propozycji i koncertów było coraz więcej, aż w roku 2003 trafiłem do zespołu Kasa Chorych z Białegostoku i z nimi zostałem na ponad 15 lat.

   Jesteś zdobywcą wielu nagród. Ile ich jest  i którą uważasz za najważniejszą?

Kilkukrotnie zdobyłem tytuł „Harmonijkarz Roku” w ankiecie Blues-Top. Wraz z zespołem Kasa Chorych jestem zdobywcą Fryderyka w kategorii „Album Roku – Blues” w 2009 roku. Wszystkie te nagrody bardzo cieszą i łechcą mą -czasem próżną- duszę. Jednak najważniejszą nagrodą dla mnie jest publiczność, która przychodzi na moje koncerty. Bardziej to zrozumiałem, właśnie podczas ostatniej, „pandemicznej” przerwy w graniu koncertów. Bez kontaktu z ludźmi, z publicznością nie funkcjonuję normalnie. Bardzo mi brakowało tych rozmów pokoncertowych.

   Czym zajmujesz się obecnie i jakie masz plany na przyszłość?

Od roku jestem przedstawicielem chińskiej firmy Easttop, która jest producentem wysokiej klasy harmonijek ustnych i z nimi powoli przygotowujemy się do wprowadzenia na rynek nowych, znakomitych modeli. Jestem przekonany, że najnowsze modele harmonijek Easttop trafią w gust młodych harmonijkarzy jak i zawodowych muzyków.

W czerwcu już mi się zaczynają jakieś koncerty. Głównie ze Śląską Grupą Bluesową. W ogóle, od kilku lat jestem silnie związany ze środowiskiem śląskim. Oprócz występów z Adamem Kuliszem, gram z zespołami dowodzonymi przez Leszka Windera, czyli ŚGB i Czarny Pies. Sporadycznie koncertuję z Sebastianem Riedlem i całą rzeszą śląskich artystów. Lubię Śląsk, lubię tam jeździć, grać, przebywać. I całe to śląskie granie zaczęło się właśnie od koncertów z Adamem Kuliszem w 2004 roku, za co Mu serdecznie dziękuję. Pod koniec czerwca, będą miały premiery dwie płyty z moim udziałem, Michał Giercuszkiewicz – „Wolność”‚ i Czarny Pies – „Third Obsession”, tak więc czeka mnie kilka koncertów promujących te wydawnictwa. Przez pandemię, w marcu została przerwana trasa z moim białoruskim zespołem The Road Dogs. Białoruskie koncerty promujące nową płytę „Circle of blues”, zdążyły się jeszcze odbyć, jednak polska i cypryjska część trasy, zostały przełożone na inny termin. Ale całkiem możliwe, że odbędą się jeszcze w tym roku. Muszę wspomnieć też o kolejnym zespole, w którym jestem stałym członkiem. Jest to Pokój Numer 3 z Bydgoszczy, pod wodzą młodego, zdolnego mojego przyjaciela – Jakuba Andrzejewskiego. Z nimi też zagram latem kilka koncertów. Mam nadzieję, że już w 2020 więcej na nudę nie będę narzekać. Wszelkie aktualności można śledzić na moim fanpage na Facebooku i na stronie www.kielak.pl

   Pracujesz w CHDK z młodzieżą. Lubisz to?

Lubię. Jest to całkiem nowe doświadczenie dla mnie. Mieszkając w Bydgoszczy nigdy nie prowadziłem regularnych zajęć z nauki gry na harmonijce ustnej. Po przeprowadzce do Chodzieży, od razu dostałem propozycje od Marcina Kity, dyrektora ChDK na utworzenie sekcji harmonijki ustnej. I uważam, że jak na tak małe miasto, mam całkiem sporą grupę studentów. Mam zajęcia indywidualne z młodzieżą i z ludźmi w średnim wieku. Ale mamy też Chodzieską Grupę Harmonijek Ustnych, w której grają najstarsi uczniowie. Bardzo lubię obserwować jak moi studenci muzycznie się rozwijają i jak się cieszą z tego co robią. Grupa jest otwarta dla wszystkich, którzy chcą się nauczyć grać na harmonijce ustnej. Proszę się kontaktować przez ChDK a na pewno od września ruszymy z zajęciami ponownie i wszystkich serdecznie zapraszam.

   Jak oceniasz Wasz koncert internetowy w CHDK? 

Jestem bardzo zaskoczony tym, z jak dużym zainteresowaniem cieszył się nasz występ. Ponad 8 tysięcy wyświetleń tego koncertu na Facebooku, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Taki oddźwięk, świadczy o tym, że ludzie są bardzo spragnieni muzyki. Niedługo ruszą koncerty z publicznością. Mam nadzieje, że frekwencja będzie podobna. Bardzo by mnie to uszczęśliwiło. Co do kwestii technicznej, to był jeden z lepiej zrealizowanych koncertów. Grało się komfortowo, a i streaming online był świetnie zmontowany. Jest to zasługa zgranej ekipy z ChDK, której chciałem serdecznie jeszcze raz podziękować. Krzysiek, Marcin i Wojtek zrobili kawał dobrej roboty. Kwestie muzyczne do oceny, zostawiam słuchaczom. Zazwyczaj nie słucham swoich nagrań ani nie oglądam swoich występów. Bo zawsze chciało by się zrobić coś lepiej.

Adam Kulisz

   Przedstaw się proszę naszym czytelnikom, opowiedz o sobie, swojej muzyce, osiągnięciach…

Kulisz, tak się nazywam. Rocznik 66. Tak, śpiewam i tak się przedstawiam. Osiągnięcia?  Hmm…Trudno powiedzieć. Nagrałem 10 płyt, 7 razy wybierano mnie najlepszym polskim wokalistą bluesowym, grałem na największych festiwalach związanych z tą muzyką. Rawa blues, Jesień z bluesem, Jimiway, Suwałki Blues Festiwal, Ku przestrodze, Lauba pełno bluesa i wiele innych. To może są jakieś osiągnięcia, ale nie potrafiłem tego przekuć w sukces finansowy czy medialny. Może z bluesem się nie da.

   Od kiedy i dlaczego gracie z Michałem? Jak się poznaliście?

Z Michałem poznałem się w październiku 2004 roku i od razu wystąpiliśmy razem. Byłem gościem ich duetu z Jaromim. W tym samym roku zaprosiłem go jako gościa do wzięcia udziału w nagraniu płyty „Boogieman” wraz z moim zespołem Coolish Blues Session. Został z nami na dwa lata. Potem był duet, trio, płyty, i tak jakoś się trzymamy razem do teraz. Oczywiście zdarzały się o dłuższe przerwy. Każdy rozchodził się do swoich zajęć. Granie z Michałem jest łatwe jak oddychanie.

   Masz gitarowego idola? Co chciałbyś osiągnąć jako muzyk?

Idola nie mam. Ale lubię słuchać jak grają co poniektórzy. Najczęściej słucham ostatnio SRV, lubię BB Kinga, Muddy Watersa, John Lee Hookera. Jako muzyk gdy byłem młody chciałem osiągnąć sławę i fortunę. Po 35 letniej karierze nic się nie zmieniło.

   Mam wrażenie, że lubisz widownię. Da się grać bez niej, jak ostatnio w CHDK?

Da się grać bez widowni . Zdarzało mi się to i bez pandemii. Ja lubię grać. Robię to w domu codziennie od małego. Fajnie jest jak są słuchacze, dają dodatkową energię. Ale publiczność dla mnie, to jak wisienka na torcie. Najpierw muszę mieć pewność, że ja sam się dobrze bawię grając swoją muzykę.

Edytor