Miron Nalepa dedykuje piosenkę Dziwiszowi

Chodzież Najnowsze Wydarzenia

Głosem serca się nie kieruj, tylko kasa w życiu ważna jest, zaśpiewał znanemu kardynałowi gitarzysta bluesowy na scenie Chodzieskiego Domu Kultury. Wirtualny koncert odbył się w minioną sobotę i zgromadził ponad 5 tysięcy widzów na Fecebooku.

Zespół zagrał w pełnym składzie:Miron Nalepa – wokal, gitara, Marcin Żmuda – gitara solowa, Grzegorz Paluszkiewicz – gitara basowa oraz Paweł Czaja – perkusja. Koncert rozpoczął się od klasycznego repertuaru Tadeusza Nalepy i Brekautów.

Miron to sympatyczny gawędziarz. Potrafi prócz grania, zainteresować publiczność barwnymi zapowiedziami. Były wspominki związane z Chodzieżą, a także precyzyjne, zgodne z biografią sławnego stryja, anonse utworów.  Nie zabrakło też komentarza do najnowszych wydarzeń polityczno-społecznych.

Kiedy zabrzmiała piosenka „Kiedy byłem małym chłopcem”, pojawiły się nieoczekiwane słowa. Tekst dedykuję kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi, mówił ze sceny wokalista. Która zwrotka, jakim czynom, domyślcie się Państwo sami. Wątpliwe aby kardynał słuchał bluesa. Być może okaże się jednak, że czyta Wasze Media.

Pierwsza część koncertu upłynęła w bluesowym klimacie Nalepów. Druga, została poświęcona najnowszej płycie MNB. Znalazły się na niej wczesne kompozycje Mirona oraz tegoroczne nagrania utrzymane w bardzo różnym klimacie. Sympatycy zespołu znajdą na niej sporo ciężkiego grania, jak i przyprawionych korzeniami bluesa piosenek. O wirtualnym koncercie, nowej płycie oraz Muzie C-19,   rozmawiamy z liderem zespołu.

Jak oceniasz swój wirtualny koncert w Chodzieży? Co graliście? Jak duża była publiczność? Jakie komentarze? 

Ocena koncertu należy do publiczności. W tym przypadku do tych, którzy obejrzeli transmisję online w całości. Chociaż Facebook wskazuje na ponad 5 tysięcy wejść to mam świadomość, że tylko jakiś procent zobaczył to wydarzenie w całości. Do Chodzieży zawsze wracam z dużą dawką energii. To w końcu moje miasto, tu się urodziłem, wychowałem i tu ma rodzinę i przyjaciół. Dla mnie ten koncert był jak na obecną sytuację i możliwości całkiem udany. Wiem, że  artysta bez publiczności na sensie bez prawdziwej interakcji, jest ja ryba bez wody. Trudno! takie popieprzone czasy. Zagraliśmy kilka utworów Brekautów i Tadeusza Nalepy, bo tego oczekuje od nas publiczność kojarząca nazwisko. Później zalęgliśmy kilka utworów z naszej autorskiej płyty, która wyszła w dość pechowym momencie, wiosną twego roku. Komentarze po koncercie były pochlebne, choć jako świadomy człowiek wiem, że te złe nie zostały po prostu napisane. W przypadku takich koncertów jak nasz, publiczność jest raczej nie przypadkowa. Zobaczymy ile dostaniemy zamówień na płytę! To będzie sprawdzian popularności –(śmiech)


Pandemia to trudny czas dla muzyka. Co robiłeś wiosną i latem?

Pandemia to bardzo trudny czas. Możesz sobie wyobrazić ile tytanicznej pracy trzeba włożyć w przygotowania do sezonu? Telefony do kontrahentów, tysiące ofert wysyłanych już rok wcześniej. To, co zostało ustalone i dogadane, jednym cięciem utracono. Wielki wysiłek managerów, nas muzyków i innych osób związanych z obsługą techniczną wydarzeń, zniweczono. To nie jest żart, to poważne, ludzkie tragedie. Wiele firm związanych z branżą rozrywkową upadło. Dla zobrazowania, powiem tylko, że branża rozrywkowa wytwarzała do 3% PKB rocznie, to tyle mniej więcej ile całe rolnictwo w Polsce. Artyści to nie darmozjady, to ciężko i rzetelnie pracujący ludzie! Wiosną i latem nie poddając się „cowidowej” depresji robiłem swoje!

Mam to ogromne szczęście, że pracuję w Regionalnym Centrum Kultury w Pile. To miejsce bardzo szczególne i w owej sytuacji również, ciężko dotknięte. Musieliśmy podejść bardzo kreatywnie do naszej pracy. Wymyślaliśmy nowe formy działalności. W efekcie tego pojawiły się wydarzenia online oraz plenery, jak „Kino samochodowe”, które realizowaliśmy na Lotnisku Miejskim w Pile. To wydarzenie zorganizowaliśmy wspólnie z Aeroklubem Ziemi Pilskiej a z ich pomysłem powstało, pierwsze w Europie, kino samolotowe. Udało się nam również zorganizować kolejną, czwartą już edycję festiwalu „Piła czuje bluesa”, który po raz kolejny gościł wspaniałych muzyków z całej Polski.

To wydarzenie, było największym, możliwym do zrealizowania w zastałej sytuacji. Koncerty festiwalowe odbywały się na pięknej plaży jeziora „Płotki” w Pile. Praca w Centrum Kultury jest obecnie bardziej wymagająca. Musimy liczyć na własną kreatywność i umiejętności, talenty, jeszcze mocniej niż dotychczas. To nasza rzeczywistość.

Podczas koncertu zapowiedziałeś nową płytę MNB. Opowiedz o niej…

Nasza, nowa płyta jest dość zróżnicowana pod względem treści, tekstu i formy muzycznej. Ma na to wpływ kilka czynników. Po pierwsze znalazły się na niej trzy utwory pochodzące z innej czasoprzestrzeni mojej działalności artystycznej, muzycznej. Można tu usłyszeć kawałki z końca lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych, kiedy grałem z zespołem New Time. Zostały one zamieszczone jako prelegent czy raczej retor tamtych czasów. Pozostałe utwory są jak najbardziej aktualne! Nie będę ich opisywał. Zachęcam do kupienia płyty, zważywszy na fakt, że możliwości promocji płyty na koncertach zostały znacznie ograniczone. Nagrania zrealizowano w Axis Studio Sound Productions w Pile u Marcina Żmudy, który jest gitarzystą naszego zespołu. Płytę wydaliśmy dzięki wsparciu zacnego mecenasa kultury, który niech zostanie anonimowy. Dziękuje Piotrze! Jesteś WIELKI!

Jakie masz plany na najbliższe miesiące?

Najbliższe miesiące? Chcę pracować, zajmować się tym co zwykle. Chociaż wiem, że to nie będzie łatwe. Kultura musi odnaleźć się w innej rzeczywistości. To swoisty egzamin dla nas. Czy i jak przetrwamy? Mam świadomość, że nie jesteśmy na pierwszym miejscu w hierarchii potrzeb. Mam też nadzieję, że w tej trudnej rzeczywistości będziemy potrzebni jak terapeuci do przetrwania. Dobra kultury i jej wytwory, wpływają bowiem na nasz psychiczny dobrostan. Muzyka, poezja i malarstwo, mogą dzięki swojej sile pozwolić na przetrwanie w tym trudny czasie. To właśnie chcę robić. Tworzyć i dzielić się tym z innymi. Piszę, maluję i komponuję! To, mam nadzieję, będzie dla mnie zbawienne, bo z ludźmi bywa różnie.


Czy ze sztuki można żyć? Szczególnie dziś?

Oczywiście można i to dobrze! Artyści z tak zwanego mainstreamu mogą być spokojni. Chociaż to tylko wierzchołek „góry lodowej”, pod którą kryje się wiele bardziej wartościowych i ciekawych podmiotów artystycznych. Niestety dotyczy to tylko małego procentu ogółu artystów. Są też muzycy sesyjni i samozatrudnieni oraz grający u obok swoich leaderów. Ci mają prze….e!  Większość z nas musi posiłkować się innymi profesjami i zatrudnieniem. Jako, że artyści to elita intelektualna i ludzie o szerokich możliwościach często, taką drogą idą – a Ci, którzy wybrali tylko sztukę jako jedyną ścieżkę, mają ciężko w życiu! Przykładów nie brakuje.

Granie bez publiczności, to kiepski mecz – zgodnie oświadczyli muzycy Mirona Nalepy. Czy jeszcze kiedyś zagrają online?

Grzegorz Paluszkiewicz „Granie bez publiczności dla muzyka jest jak dla piłkarza gra w meczu towarzyskim. Niby gra tak samo ale nie ma takiej adrenaliny, nie ma braw a dla muzyka brawa to tak jak dla piłkarza doping kibica więc  albo to wszystko musi wrócić na swoje tory albo zwariujemy…”.

Paweł Czaja „Nie widzę sensu w graniu dla pustej sali, brak emocji i adrenaliny powoduje niechęć do gry, jeśli to wszystko nie wróci do normalności, to zachlejemy się na śmierć…”.

Edytor