Zwierzę nie jest lekiem na depresję Adoptuj mądrze!

Najnowsze Piła Wydarzenia Zwierzęta
W telewizji, Internecie czy w opowieściach znajomych życie z psem pokazywane jest często w samych superlatywach. Pies przedstawiany jest jako wierny przyjaciel, idealny towarzysz osób samotnych, lekarstwo na smutki, a nawet na problemy zdrowotne, bo posiadanie psa wiąże się z częstymi spacerami, a przecież ruch to zdrowie. Nic bardziej mylnego…
Rzeczywistość już taka różowa nie jest i trzeba pamiętać o jednym: pies to przede wszystkim dodatkowe obowiązki i wielka odpowiedzialność. Bo pies nie tylko daje, ale też sporo wymaga od swojego właściciela. Na dodatek nie ma magicznej mocy, dzięki której rozwiąże wszystkie nasze problemy i sprawi, że świat stanie się bardziej znośny. Niestety często o tym
zapominamy.
Bywa, że widzimy przez okno jak sąsiad spaceruje ze swoim czworonożnym przyjacielem. My w tym czasie siedzimy na kanapie, oglądamy telewizję i pochłaniamy przekąski. Sąsiad, dzięki regularnym spacerom, ma ładną sylwetkę, nam natomiast przybyło parę kilogramów, a na dodatek mamy zadyszkę przy wchodzeniu po schodach. Wpadamy wtedy na, naszym zdaniem, genialny pomysł: wezmę psa, on zmusi mnie do aktywności fizycznej i szybko odzyskam dawną figurę, a nawet poczuję się lepiej.
– Nic nie jest takie proste. Jeżeli przez wiele lat prowadziliśmy bierny tryb życia, pies nie sprawi, że nagle zaczniemy pokonywać kilometry każdego dnia. Dalej będziemy siedzieli na kanapie, a spacery z czworonogiem będą przykrym obowiązkiem. My
będziemy rozdrażnieni, a pies pozbawiony ruchu będzie cierpiał. Niestety zdarza się, i to wcale nierzadko, że czworonóg ostatecznie trafia za kraty schroniska, bo entuzjazm do codziennych wędrówek zgasł i spacery z psem to tylko uciążliwość, na
którą nie mamy czasu ani ochoty – mówi Alicja Dorsch, prezes pilskiego schroniska „Miluszków”. – Jeśli więc wskazany wyżej powód jest jedynym, dla którego jesteśmy bliscy decyzji o adopcji psa, nie powinniśmy tego robić.
Inna sytuacja: podejrzewamy, że ktoś z naszych bliskich zmaga się z depresją. Zamiast zasugerować wizytę u specjalisty, proponujemy mu przygarnięcie kudłatego przyjaciela. Pies zawsze wysłucha, przytuli się, pomerda ogonem, by poprawić nam humor, zmusi do zabawy.
Będzie zawsze blisko, będzie się opiekował, bronił, towarzyszył na każdym kroku, jak na najwierniejszego przyjaciela przystało. Przecież to idealne lekarstwo na smutek, samotność i depresję.
​- Pies nie wyleczy nikogo z depresji i nie zastąpi psychologa! Depresja to poważna choroba i potrzebny jest specjalista, a nawet może być potrzebne leczenie farmakologiczne. Jeżeli ktoś nie jest w stanie poradzić sobie ze swoimi emocjami, nie będzie też w stanie wziąć odpowiedzialności za żywą istotę. Taka relacja nie skończy się pozytywnie, bo osoba pogrążona w depresji nie będzie potrafiła zwrócić uwagi na psa i jego potrzeby – dodaje szefowa pilskiego schroniska.
Ale nie tylko depresja jest powodem, dla którego lepiej odłożyć decyzję o przygarnięciu czworonoga. Gdy w ogóle chorujemy, w każdej chwili może okazać się, że nasz stan zdrowia wymaga pobytu w szpitalu.
– A co w tym czasie z psem? Nie zostawimy go przecież bez opieki na kilka czy nawet kilkanaście dni. Dodatkowo po powrocie ze szpitala może okazać się, że sami będziemy wymagali wsparcia drugiej osoby i nie będziemy mieli siły na zajmowanie
się czworonożnym przyjacielem. Jeżeli więc chorujemy, musimy mieć pewną osobę, która przejmie opiekę nad psem, gdy nasz stan zdrowia się pogorszy. Jeżeli nie mamy nikogo zaufanego, nie decydujmy się na zwierzaka, bo tak naprawdę w przyszłości
skazujemy go na schronisko – mówi Kama Frąckowska-Pilarska, szefowa fundacji „Miluszków”, która wspiera pilskie schronisko. I dodaje, że nigdy nie mamy pewności, że ktoś przejmie za nas opiekę nad naszym pupilem. – Często zdarza się, że gdy senior trafia do szpitala lub umiera, nikt z bliskich nie chce przejąć psa lub kota w spadku. Zwierzak trafia wtedy do schroniska. A to dla niego podwójna trauma: stracił ukochanego człowieka i bezpieczny dom.
Pies to również dodatkowe koszty w domowym budżecie. Karma, legowisko, zabawki i akcesoria, a do tego kosztowne wizyty u weterynarza. Gdy sami wydajemy każdego miesiąca sporo na swoje lekarstwa, takie dodatkowe wydatki mogą być nie do udźwignięcia. Warto mieć tego świadomość. Dlatego każdego dnia, gdy do schroniska zgłaszają się osoby zainteresowane adopcją podopiecznych, pracownicy długo rozmawiają z nimi i pokazują z czym wiąże się posiadanie psa.
– Czasami, kierowani entuzjazmem, nie zwracamy uwagi na wiele aspektów lub po prostu nie mamy świadomości niektórych spraw. Dlatego pracownicy schroniskaprzypominają, że posiadanie psa może być wspaniałą przygodą, ale tylko pod
 warunkiem, że w stu procentach zaangażujemy się w tę relację i damy wiele od siebie, nie oczekując, że zwierzę wypełni jakieś braki w naszym życiu. Gdy kandydaci na opiekunów to rozumieją, wtedy możemy mieć pewność, że nasz podopieczny trafi do
szczęśliwego domu i już nie wróci za kraty schroniska – podsumowuje Alicja Dorsch, szefowa pilskiego azylu dla bezdomnych zwierząt.
Kierownik Pilskiego Schroniska dla Zwierząt